piątek, 26 lutego 2010

2. A ja mam swoją gitarę...

Dzisiaj wstałam tak o szóstej; ubrałam się spakowałam i wyszłam do szkoły.W szkole było nudno. Najpierw 2 matmy, potem religia (Tnm pomyliły się z nam Angeliką sale, a ona jak zawsze musiała iść z tym do dyrektorki), plastyka i znowu matma. Pod koniec matmy przyszła Julia(Tnm  chodziła z nami do 4 klasy, a chodzi ze mną do harcerstwa). Po dzwonku Angelika się na nią rzuciła, popychając mnie na ławkę, która się przewróciła. Czekałam w godzinę w bibliotece (Tnm, były tam pierwszaki, które na pytanie " zaczyna się na biblio, a kończy na teka" mówiły "książka"). Potem na kole Literackim mówiliśmy swoje wiersze przed spotkaniem  z Anną Czachorowską.Wróciłam do domu. Zaniosłam zupę do babci(Tnm, moja babcia miała operacje serca więc trzeba jej pomagać) i wysłuchałam jej historii o jej dzieciństwie podczas drugiej wojny światowej. Wyszłam od  babci i pognałam na drogę krzyżową. Tam spotkałam koleżanki (Marysię i Konstancję). Następnie odrazu poszłam na zbiórkę harcerską. Oczywiście musiałam się wywalić (tnm, już tak jest to zmoją koordynacją ruchową)  Śpiewaliśmy ( Konstka: gitara i śpiew;
reszta:śpiew. Wróciłam teraz i sobie piszę. Póżniej jeszcze pewnie obejrzę CIS:kryminalne zagadki Nowego yorku

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz